Ślub w plenerze na Mazurach | Kasia i Simon

Dobry początek

Ślub w plenerze Kasi i Simona odbył się w Mazurskim Siedlisku Kruklin i to właśnie tutaj zacząłem pracę tego dnia. Zaraz po tym, jak dotarłem na miejsce, spotkałem przyszłego Pana Młodego, który powitał mnie zdaniem wypowiedzianym po polsku. Pomyślałem sobie „ufff, nie będę musiał rozmawiać po angielsku”. Nie mam problemu ze zrozumieniem, kiedy ktoś do mnie mówi w tym języku i nawet sam potrafię powiedzieć coś więcej niż „hello, my name is…”. Jednak, przed przyjazdem do Simona, trochę stresowałem się na samą myśl o tym, że będę musiał coś mówić po angielsku, ponieważ nie mam w tym dużej praktyki. Summa summarum wyszło tak, że dogadaliśmy się bez problemu, a Simon powiedział, że mój angielski i tak jest lepszy niż jego polski – minimalne pocieszenie, ale jednak;) Zdjęcia z przygotowań u Pana Młodego robiły się same. Było tak jak czułem, że będzie – na luzie.

Jak w domu

Przyszedł czas na zdjęcia u Panny Młodej. Atmosfera, w jakiej mnie powitano i w której miałem pracować, była idealna. Jeśli był stres, to w bardzo zdrowej dawce, bo ja czułem się jak w domu. Czułem się tak też dlatego, że Mama Kasi i jej siostry powitały mnie bardzo serdecznie. Kasia miała do nas dopiero dołączyć, więc mogliśmy zamienić kilka zdań. To właśnie tzw. „small talk” sprzyja temu, abym nie był postrzegany tylko jako „Pan Fotograf”, ale po prostu Jurek. Dzięki temu, obiektyw już nie jest tak straszny i przestaje się tak bardzo zwracać na niego uwagę. Właśnie tak uwielbiam pracować. Niedługo potem dołączyła do nas Kasia i mogłem zrobić kilka zdjęć z jej przygotowań.

First look

Kiedy przyjechał Simon, wraz ze swoją rodziną, napięcie zaczynało wzrastać, ale było to pozytywne napięcie. Kasia przed przyjazdem Simona „ukryła się” na piętrze i czekała na znak, po którym miała zejść do Pana Młodego. No dobrze, ale jaki był znak i kto miał go dać…? Wiadomo, że ja! Jak tylko rozeznałem się w sytuacji, jaka panowała na dole, kiedy to dwie rodziny się spotkały, mogłem dać znak Kasi, że może już zejść na dół. Bardzo lubię to zdjęcie, na którym widać, jak Simon patrzy w kierunku schodów, po których schodzi Kasia.

Ślub w plenerze z parasolem?

W drodze do Siedliska Kruklin, miałem pewne obawy co do pogody. Tego dnia było bardzo pochmurnie i wyglądało na to, że istnieje duże prawdopodobieństwo, iż będzie trzeba ceremonię ślubną przenieść na zadaszony taras przynależny do restauracji. Ekipa od dekoracji weselnych (Edan Art) była na to przygotowana i jeszcze na kilka minut przed przyjazdem gości weselnych, zakryli oni krzesła folią, aby uchronić je przed ewentualnymi opadami. Jako, że byłem jedną z pierwszych osób, które dotarły na miejsce, wykorzystałem ten dodatkowy czas na to, aby uwiecznić przepięknie udekorowaną salę. Kilkanaście minut później, wszyscy udaliśmy się w niezwykle urokliwe miejsce, położone tuż obok restauracji, gdzie miała rozpocząć się ceremonia ślubna Kasi i Simona.

Wymarzona pogoda na ślub w plenerze

Miałem nadzieję na taki bieg zdarzeń. Może nawet wierzyłem, że właśnie tak to będzie wyglądać. Warunki do zdjęć były świetne. Słońce schowało się za chmurami, co sprawiło, że światło było rozproszone, miękkie, a goście nie musieli mrużyć oczu. Byłem zauroczony widokiem sióstr Panny młodej, które szły w identycznych kreacjach jako jej druhny. Wszystko ze sobą grało, a zdjęcia… tak jak wspomniałem wcześniej – robiły się same. W trakcie ceremonii wyszło słońce i wyglądało to naprawdę zjawiskowo, ponieważ z jednej strony było mroczne niebo, a z drugiej świeciło słońce. Udało mi się to uwiecznić i sami możecie zobaczyć to nietypowe zjawisko. Ślub w plenerze na Mazurach… Coś pięknego!

Speech! Speech! Speech!

Przemowa Pana Młodego, to coś, co uwielbiam w wykonaniu naszych zagranicznych przyjaciół. Było zabawnie i wzruszająco. Nie jestem w stanie przytoczyć choćby jednego zdania, choć wszystko zrozumiałem. Chciałbym jedynie napisać o tym, że kiedy Simon wyciągnął kartkę i zaczął czytać po polsku, to był to bardzo miły gest i aż sam się dziwię, że może dać on tyle radości. Było mnóstwo uśmiechu i dobrej energii, która mobilizowała mnie do wykonania jak najlepszych zdjęć.

Sesja ślubna w dniu ślubu

Rzadko się dzieje, abym sesje ślubną zrobił w dniu ślubu, ale tym razem to było naprawdę dobre wyjście – byliśmy w końcu w Mazurskim Siedlisku Kruklin. Simon miał przyklejony uśmiech do twarzy, a cała sesja była z dużą dawką śmiechu – dziękuję! Urok tego miejsca wykorzystaliśmy również na zrobienie zdjęć pamiątkowych z rodziną i przyjaciółmi.

Zobaczcie również inne nasze reportaże ślubne.

 

8 Proszę o Twój komentarz :)
Zostaw swój komentarz

Twój email never published or shared. Wymagane pola są oznaczone *

  • Agata27 lipca 2018 - 09:35

    zjawiskowy Klimat 🙂OdpowiedzAnuluj

  • Mariola27 lipca 2018 - 10:00

    Czyta się jak opowiadanie 😉 Bałam się, żeby nie padało, ale wszystko dobrze się skończyło, happy end! No i piękne zdjęcia.OdpowiedzAnuluj

    • Jerzy Ledziński27 lipca 2018 - 17:30

      Schlebiasz mi bardzo, ale ja czuję, że brakuje mi słów. Czas wrócić do książek i wzbogacić swoje „opowieści” 🙂OdpowiedzAnuluj

  • Rafal27 lipca 2018 - 13:58

    Jak zwykle porządna robota 🙂 OdpowiedzAnuluj

  • Bartek31 lipca 2018 - 00:56

    Świetne zdjęcia! Nie pozwalają się nudzić przy oglądaniu, dużo emocji złapanych w piękny sposób. OdpowiedzAnuluj

    • Jerzy Ledziński2 sierpnia 2018 - 09:41

      Dzięki! Cieszy mnie bardzo taki komentarz, ponieważ to właśnie na tym mi głównie zależy. Poza tym ślub w plenerze ma swój urok:)OdpowiedzAnuluj

Zobaczcie również nasze zdjęcia ze ślubów

tel. 508 534 416 | Jerzyel@gmail.com