Dawno, dawno temu…. Nie, no żartuję

Dużo napisałem o tym ślubie na instagramie, ale po ponownym zanurzeniu się w ten dzień, kiedy to zasiadłem, aby obrobić zdjęcia dochodzę do wniosku, że napisałem bardzo mało. Kolejne wyzwanie to umieścić tutaj nie za dużo zdjęć… Wyszło mi chyba nieźle?

Nie wiem od czego zacząć. Na pewno chciałbym znowu ogromnie podziękować Agnieszce i Michałowi, że mnie wybrali na fotografa – dziękuję. Ustalmy kolejną rzecz – co bym nie napisał, to i tak nie odda tego co się tam faktycznie działo, dlatego znowu dochodzę do wniosku, że dobrze być fotografem.

Opowiadałem o tym ślubie tylu osobom, że Natalia czasami reagowała „a ten znowu o tym ślubie opowiada…”

UWAGA OSTRZEGAM!

Jeśli nie włączysz sobie tej muzyki w tle, to nie poczujesz w 100% tych zdjęć;)

Zabawne jest to, że ja nie miałem pojęcia o tym iż Michał śpiewa w Sound’n’Grace i Agnieszka również. Dowiedziałem się przed mszą ślubną i to też w zabawny sposób. Po wejściu do kościoła zauważyłem znajomą twarz z telewizji, która kieruje chórem. Pomyślałem, że może jest tu tylko on z tego zespołu/chóru (wybaczcie) i że będzie piękny śpiew bo usłyszałem fragment ich próby. Później przeżywałem, że chodzę po zakrystii w której tyle lat „urzędował” ś.p. ks. Piotr Pawlukiewicz. To było dla mnie dość mocne doświadczenie, ponieważ słucham jego kazań od wielu, wielu lat.

Przyszedł czas rozpoczęcia mszy i się zaczęło… Chór zaczął śpiewać… ja skierowałem obiektyw na (jeszcze) narzeczonych i widziałem jak Agnieszka wzrusza się tą chwilą. Niezwykle piękną chwilą. To było niesamowite widzieć tyle wzruszeń i słysząc przy tym jak oni śpiewają… Mało brakowało, a sam bym się rozpłakał. Podobnie było przy wyjściu. Zrobiłem mnóstwo pięknych zdjęć z samej drogi od ołtarza do wyjścia, tylko dlatego, że była tam moc ekspresji wywołana śpiewem ich przyjaciół – wybaczcie, ale ciężko to ubrać w słowa.

Był ogień na sali?

Wesele w bardzo fajnym stylu zaczęło się spokojnie. Spotkałem kilku znajomych i było bardzo radośnie:) Państwo młodzi zatańczyli piękny pierwszy taniec, a później zaśpiewali swój wspólny premierowy utwór – REWELACJA! … To nie był ogień… To był pożar!!! A ja nie miałem świadomości z kim mam do czynienia – tam byli mega uzdolnieni artyści, którzy zmieniali się na scenie i sami sobie zrobili taki koncert, że opadła mi kopara.

2 komentarze

  1. Bardzo się wzruszyłam. Jest Pan nie tylko FotoMistrzem, ale również Mistrzem w opisywaniu swoich przeżyć i oddania atmosfery wesela. Robi Pan bardzo dobrą robotę życzę duuużo pracy i samych pozytywnych emocji. Dziękuję bardzo. Mama Michała ❤️

Zostaw komentarz